The Dreamer

Część z Was zna mnie trochę i wie, że jestem typem marzycielki. Niektórzy wiedzą też, że moim największym niezrealizowanym marzeniem jest zamieszkać w ciepłym kraju. W kraju, w którym nie ma zim. Po prostu czuję, że byłabym tam szczęśliwsza. Kiedyś kołatały mi się po głowie Włochy i inne kraje z południa Europy (Włochy na tyle mocno, że zaczęłam uczyć się włoskiego i spotykałam się z prawdziwym Włochem), a od kilku lat na moim marzeniowym celowniku jest Afryka. Będąc w poprzednim związku myślałam o Nigerii, nadal jej nie wykluczam, bo mam tam kilku znajomych, moja córka ma nigeryjskie korzenie, no i jest to kraj angielskojęzyczny, co ułatwiałoby mi życie tam i pracę. Po drodze zakochałam się w Maroko – jedynym kraju afrykańskim, który jak dotąd odwiedziłam, jednak za żadne skarby nie udało mi się wykombinować jakim sposobem mogłabym się tam osiedlić i co robić w miejscu francuskojęzycznym i muzułmańskim – biała kobieta bez marokańskiego męża nie miałaby tam racji bytu. Tym czasem od jakiegoś czasu drobne ślady prowadzą mnie na zachód czarnego kontynentu. Do Senegalu.

Ci, którzy trochę mnie znają, wiedzą też, że jestem nomadą. Lubię podróżować, zmieniać miejsca zamieszkania, otoczenie, poznawać nowych ludzi, co rusz chwytać się nowych zajęć i nie jest dla mnie wielkim problemem spakowanie życia do kilku walizek i przeniesienie się gdzieś, gdzie gna mnie serce. Jest tylko jedno ale – nigdy nie robiłam tego z Sarą. Jeszcze nie. Córka powoduje, że podjęcie takiej decyzji o wyruszeniu w świat, z biletem w jedną stronę, nie wiadomo na jak długo, czy na rok, czy na zawsze, staje się o wiele trudniejsze. Z drugiej strony wyznaję zasadę: szczęśliwa matka, szczęśliwe dziecko. Więc jeśli ja będę szczęśliwa dopiero w słońcu pod palmą, to ona ze mną też!


Tak więc Senegal. Co wiem o tym kraju? Leży w zachodniej Afryce, jego stolicą jest Dakar nad Oceanem Atlantyckim, do którego przez wiele lat co roku zmierzali rajdowcy z Paryża. Tak, również jest to kraj muzułmański i jest byłą kolonią francuską, jednak odmiana Islamu w Senegalu jest bardzo „lekka”, tak bardzo, że kobiety nie zasłaniają głów i nóg. A język francuski, którym nie władam? Nauczę się go w końcu, a podobno jest to miejsce na tyle przyjazne i otwarte, że nie powinnam mieć większych problemów z komunikacją. Jestem zachwycona widokami, nowymi możliwościami,  perspektywą mieszkania blisko plaży, powoli zakochuję się w tej wizji i wciska się ona w moje sny. Trochę boję się wyrwać moje dwuletnie dziecko z jej „bezpiecznego” świata, ledwo co oswoiła żłobek, przywiązała się do babci, uwielbia spędzać czas na działce u pradziadka… Jednak myślę, że taki mały człowiek szybko przystosuje się do nowego otoczenia, a do Polski mogłybyśmy przyjeżdżać co roku na lato.

Dlaczego tam? Jak to w moim życiu bywa, zaczęło się od książki. Jednak jest to opowieść na kolejny wpis. Ten miał być tylko o marzeniach. Oraz o tym, że w pewnym momencie trzeba podjąć decyzję, a jeszcze tego nie zrobiłam. W sercu już tak. Chcecie aby Mum and I zyskało podtytuł: Polish mum in Senegal?

 

P.S. Zdjęcia tym razem nie moje, a autorstwa znajomego, który jest obecnie w Dakarze. Yvo Ebe, merci!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.