Mommy’s bag

Kobieca torebka to temat rzeka. Torebka mamy to już Jangcy, a mamy pracującej Amazonka! Postanowiłam stworzyć dla Was mały niezbędnik maminej torebki, przepraszam, torby (worka, baga, kosza, jakkolwiek to nazwiecie). Oczywiście zawartość nieznacznie zmienia się w zależności od wieku dziecka i pracy wykonywanej przez rodzicielkę. Zajmę się tu jednak sytuacją kiedy dziecię korzysta jeszcze z pieluch, a matka nie jest mechanikiem samochodowym, pracuje w bardziej typowej dla kobiet, szeroko pojętej „pracy biurowej”.

Matka przed wyjściem z maluchem z domu przeżywa istny horror. Szacuje ile pieluch może się przydać w czasie pobytu poza domem, ile przekąsek zostanie skonsumowanych, ile ubranek pobrudzonych błotem, sokiem, czymkolwiek innym. Zastanawia się, która zabawka w razie kryzysu, poprawi humor dziecku. Czy idzie z nami sowa czy może miś panda. Do tego przydałaby się jakaś książeczka, ale która? Ostatnio aż cztery są ulubione! Chusteczki nawilżane. Wystarczy kieszonkowa paczka, czy lepiej wziąć tą dużą i jeszcze zwykłe chusteczki, koniecznie. Zapasowe skarpetki. Kalendarz też zapakuję, może zadzwoni ktoś z pracy, a nie mam terminów w głowie, na to w głowie nie ma miejsca. W głowie jest miejsce na planowanie jutrzejszego obiadu, w torbie na kalendarz, długopis, może i kolorowankę? I kredki? Przydałyby się w poczekalni u lekarza… A może nie. Wystarczy książeczka, tylko która? O pajączku czy o gąsienicy?
Niełatwo matce spakować się i wyjść z domu, do tego nie zapomnieć najważniejszego – dziecka!

Tak więc aby łatwiej było to wszystko ogarnąć stworzyłam mój niezbędnik matki-torbacza:

1. Chusteczki nawilżane, duża paczka. Zawsze, do wszystkiego. Do wytarcia brudnego buziaka, rączek, stołu w bistro przy katastrofie z zupą.

2. Pielucha lub pieluchy w zależności od długości pobytu poza domem. Mam nadzieję niedługo zamienić je na jednorazowy nocnik.

3. Mała książeczka z obrazkami. U nas sprawdzają się książeczki ze zwierzątkami, nie muszą mieć tekstu, można dopowiedzieć historie, ponaśladować dźwięki zwierząt, poćwiczyć mówienie – tak spędzamy czas w poczekalniach, lokalach gastronomicznych w oczekiwaniu na jedzenie, w tramwaju.

4. Zapasowa bluzka dla malucha (lub body), spodenki, skarpetki. Nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. A wierzcie mi, wydarzy się w najmniej oczekiwanym momencie!

5. Pielucha tetrowa/bambusowa. Najbardziej przydatna w przypadku niemowlaka, jako kocyk, osłonka przed słońcem, śniegiem, deszczem, ale dla starszaka też warto ją zapakować – można położyć na przewijak w miejscu publicznym albo użyć jako mini koc na trawniku, czy zrobić z niej chustkę na szyję czy główkę w zależności od pogody i potrzeb.

6. Ulubiona zabawka. Najczęściej chodzi z nami sowa. Cieszę się, że Sara nie upiera się na zapakowanie słonia, też go lubi – jest z 5 razy większy.

7. Telefon oczywiście. Szczególnie, że nie korzystam z zegarka w innej formie.

8. Przekąski i woda. Rewelacyjnie sprawdzają się batoniki z suszonych owoców, chrupki kukurydziane, banan. Dobrze jest też mieć przekąskę dla siebie! Nic tak nie poprawia nastroju podczas ciężkiej wyprawy z toddlerem, czy długiego spaceru – drzemki z maluchem w wózku lub chuście, jak miła dawka kalorii.

9. Portfel i klucze, bo w ferworze pakowania dziecięcych must have’ów łatwo zapomnieć o podstawach i może się okazać, że wycieczka do sklepu bez środków finansowych była daremna, a zatrzaśnięte drzwi do mieszkania same się nie otworzą…

10. Kalendarz – planner plus długopis. Na prawdę nie mam terminów w głowie, a mogą się przydać. Do tego najciekawsze myśli nachodzą mnie zawsze poza domem więc warto je tam zanotować zanim umkną.

W związku z powyższym torba matki jest zawsze za mała. Poszukuję wciąż idealnej, choć mawiają, że ideałów nie ma. Ciekawa jestem co Wy – mamy pracujące, niepracujące pakujecie do swoich matczynych toreb?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.